Pożegnałam się z Niall'em i wróciłam do swojego pokoju. Rozmyślałam wciąż o jego prośbie, zastanawiałam się nad dzisiejszymi zdarzeniami.
Stojąc w drzwiach zobaczyłam, że na szafce obok łóżka stoi piękny bukiet kwiatów. Podeszłam bliżej i wyjęłam karteczkę, która była włożona między róże.
'Poszłaś bez słowa pożegnania.
Chciałem Ci powiedzieć, że już co nieco o Tobie wiem.
Mam nadzieję, że się później zobaczymy, kochana Charlotte Parker.
Harry x.'
Stałam jak słup, patrząc cały czas na dwa wyrazy.
Charlotte Parker.
Byłam w szoku. Jak on się tego dowiedział?
Zaczynałam się bać Harr'ego. Był tajemniczy i dziwnie się zachowywał.
Jednak wolałam się skupić na tym czy to moje prawdziwe nazwisko. Chciałam znaleźć swoją rodzinę.
Równie dobrze to mogła być podpucha, żeby znów mieć mnie w garści. Jakby od niego wszystko zależało.
Harry myślał, że bez niego nie przetrwam, nie poradzę sobie.
Mylił się.
Serce waliło mi jak młot. Wybiegłam na korytarz i poszłam do pokoju dla personelu. Tylko tam był komputer, w którym był dostęp do internetu.
Kobieta, która tam była uśmiechnęła się życzliwie.- W czymś mogę pomóc? Czegoś ci potrzeba?- zapytała opiekuńczo.
- Czy mogłabym skorzystać z komputera? Proszę, to bardzo ważne.
- Niestety nie mogę ci na to pozwolić. Tylko osoby upoważnione mogą z niego korzystać.- poprawiła uniform.
- Błagam. Zajmie mi to dosłownie kilka minut. Niech pani się zgodzi.- spojrzałam na nią z nadzieją, ale ona wciąż miała tę samą, nie znoszącą sprzeciwu minę.
- Wracaj do łóżka.- uśmiechnęła się, po czym wyprowadziła mnie na korytarz.- Powinnaś odpoczywać.- zamknęła pokoik na klucz.
Wreszcie miałam szansę czegoś się o sobie dowiedzieć. Choć trochę zrozumieć dlaczego się stu znalazłam.
Zawiedziona wróciłam do swojej sali. Tym razem spotkała mnie mniej przyjemna niespodzianka.
Na moim łóżku siedział Harry. Jego wzrok mierzył mnie od góry do dołu. Uśmiechał się pod nosem, a w dłoni trzymał jakieś papiery.
Cała moja radość minęła, gdy zobaczyłam jego twarz.
Unikaj go.
W głowie rozbrzmiewał mi głos Niall'a.
Obiecałam mu.
- Co ty tu robisz?- ciekawość była silniejsza ode mnie.
- Sprawdzam samopoczucie. Rano nie byłaś chętna do rozmów.- wstał.- Kwiaty się podobają?
- Harry o co ci chodzi? Grasz w jakąś chorą grę i bawisz się moim kosztem.- zamknęłam drzwi pokoju, aby nikt nie słyszał naszej rozmowy.
- Pomogłem ci. Dzięki mnie żyjesz. Dzięki mnie wiesz kim jesteś.
- A kim ty jesteś Harry?
- Ta informacja jest ci zbędna.- uśmiechnął się i rzucił kartki, które trzymał w dłoni na moje łóżko.- Informacje, których potrzebujesz zostawiam do twojego wglądu.- powiedział udając poważnego, po czym wyminął mnie i wyszedł trzaskając drzwiami.
Stałam chwilę w miejscu, a po chwili dobrałam się do papierów. Przeglądałam wszystko po kolei.
W rogu jednej z kartek było moje zdjęcie.
Wyglądałam inaczej.
Na zdjęciu wyglądałam na szczęśliwą. Nie miałam tych siniaków i zadrapań.
Zaczęłam czytać jedną z kartek. Były to wydrukowane artykuły.
O mnie.
" 19- letnia Charlotte Parker, zamieszkująca z rodziną w Glasgow, kilka dni temu nie wróciła do domu. Rodzina od razu zgłosiła to na policję.
Jednak zaginięcie można zgłosić dopiero po 24-godzinach od zniknięcia osoby.
Ona zawsze dzwoni, jeśli ma wrócić później.- mówi jej brat.
Jak na razie nie ma żadnych śladów, które wskazywałyby gdzie dziewczyna się znajduje i kto jest sprawcą.
Policja stara się jak najszybciej działać, aby nie było za późno.
Wszyscy znajomi młodej Charlotte pomagają w poszukiwaniach.
Chcielibyśmy mieć naszą maleńką Charlie w domu. Całą i zdrową.- państwo Parkerowie robią wszystko, aby odzyskać córkę.
Pytano również o nią na uczelni, na którą regularnie uczęszcza. Niestety, nikt nie wie co się stało z tą młodą mieszkanką Glasgow.
Poszukiwania wciąż trwają.
Każda informacja dotycząca Charlotte Parker jest przydatna.
Najważniejsze jest to, aby znaleźć ją w jak najszybszym czasie od momentu zaginięcia. Jeśli minie miesiąc może być za późno. Czasem nawet kilka godzin decyduje o tym czy ofiara będzie żyła.- mówi rzecznik policji Sam Evans.
Wszyscy, którzy znają rodzinę Parkerów modlą się o życie Charlie. Ta sprawa ogarnęła smutkiem całą ich rodzinę."
Przeczytałam kilka innych artykułów. Dzięki nim wiedziałam skąd jestem, jak się nazywam i że mam rodzinę.
Chciałam krzyczeć ze szczęścia. Wiedziałam, że muszę się z kimś skontaktować. Oni muszą wiedzieć, że żyję, że uciekłam.
Od mojego zniknięcia minęło 5 miesięcy.
Zastanawiałam się jak to możliwe, że nie pamiętam nic, oprócz dnia kiedy otworzyłam oczy i byłam w tym ciemnym pokoju.
Pierwsze artykuły były napisane dzień po tym jak zniknęłam. Stąd też znałam dokładną datę mojego zaginięcia.
To wszystko wiele dla mnie znaczyło. Każda informacja przybliżała mnie do odkrycia tego kim jestem, kim byłam.
Ciągle pojawiały się jakieś pytania.
Jak trafiłam z Glasgow do Londynu?
Czy moja rodzina wciąż mnie szuka?
Musiałam zachować trzeźwość umysłu, aby na spokojnie wszystko rozwiązać.
* * *
- To była substancja, która sprawiała, że zasypiasz na dłuższy czas i zapominasz wszystko co widziałaś przed zaśnięciem. Podano ci ją tyle razy, że zapomniałaś kim jesteś. Nie pamiętasz nic odkąd ta substancja została ci podana pierwszy raz.- mężczyzna w białym fartuchu zdejmował mi opatrunki i szwy. Czasem bolało, ale nie było źle.
Wyjaśnił mi wszystkie moja obrażenia, urazy. Polecił, abym porozmawiała z psychologiem. Najlepiej parę razy.
Nie czułam takiej potrzeby.- Opatrunek na nodze musi zostać, bo rana nadal jest świeża. Jednak wszystko inne wraca do normalnego stanu.- uśmiechnął się, po czym zdjął swoje gumowe rękawiczki.
- Czy możliwe jest, abym odzyskała pamięć?- zapytałam delikatnie stawiając nogi na ziemi.
- Nie. Działanie tej substancji jest zbyt silne, a tu miałaś ją wstrzykniętą wiele razy.- mężczyzna usiadł na swoim fotelu i zaczął uzupełniać moje papiery zwalniające mnie ze szpitala.- Zapraszam za tydzień na zdjęcie opatrunku z twojej nogi i ogólną kontrolę.- wręczył mi plik jakiś papierów. Podziękowałam i wyszłam.
Spakowałam wszystkie rzeczy, które zostawił mi Harry i opuściłam szpital, zostawiając na recepcji mój numer dla Niall'a.
Styles zainwestował nawet w komórkę dla mnie. Z jednej strony byłam mu wdzięczna w końcu dzięki niemu wiem dużo więcej.
Szłam przed siebie myśląc o tym, co zrobię. Jak wrócę do domu.
Wiatr rozwiewał moje włosy. Czułam się wolna..
- Podwieźć panią?- usłyszałam zza pleców znajomy głos.
Harry.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Jak wrażenia? Co myślicie? Piszcie!
Zastanawiałam się czy to nie będzie za wcześnie, żeby ujawnić te wszystkie informacje, ale myślę, że dobrze zrobiłam.
Nie wszystko od razu jest jasne, a tajemnic i zagadek jest o wiele więcej :)
Już dziś pojawi się kolejny rozdział (może nawet dwa, bo wyjeżdżam).
Do następnego.
ROZDZIAŁ CZWARTY
Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem :)
Przepraszam za długą nieobecność, wynagrodzę wam to x
- - - - - - - - - - - - - - -
Siedziałam z Niall'em na ławce, w ogródku przy szpitalu. Z samego rana przyszedł odwiedzić dziadka i przy okazji odwiedził mnie.
To było bardzo miłe z jego strony.
Przy nim zapominałam o największym zmartwieniu jakie mnie męczyło. Cieszyłam się chwilą spędzoną z Niall'em, zamiast wspominać wydarzenia tamtego dnia.
Co chwila zmienialiśmy temat. Dużo mi o sobie opowiadał.
Było mi trochę przykro, że ja nie mogę mu powiedzieć o sobie nic.
Niby wcale nie pytał, bo to ja ciągle męczyłam go pytaniami. Mogło się to wydać trochę nachalne, ale jemu to nie przeszkadzało.
Nie powiedziałam mu o tym co mnie spotkało.
Chociaż może wtedy wszystko byłoby łatwiejsze. Wiedziałby dlaczego nie mówię nic o sobie.
Wydawał się być inteligentnym chłopakiem, więc pewnie by zrozumiał. Sam jest człowiekiem po przejściach. Wie co to prawdziwe cierpienie. Jego rodzice spłonęli w pożarze kiedy miał 4 latka. Wtedy opiekę nad nim przejęli dziadkowie.
3 lata później zmarła jego babcia, a teraz jedyna bliska mu osoba jaka mu została jest w szpitalu.
Było mi go szkoda. Ale byłam mu też wdzięczna. Podzielił się ze mną swoją historią. Zaufał mi. Ja nie mogę mu nawet powiedzieć skąd jestem.
Niall opowiadał mi kolejną historię. Cały czas słuchałam go uważnie. Jego głos był tak melodyjny, że nawet gdyby przynudzał ludzie by go słuchali.
Nagle blondyn zacisnął szczękę i wlepił wzrok przed siebie.
Spojrzałam w tamtym kierunku i sama byłam w szoku.
Harry.
Niall zachowywał się inaczej niż zwykle. Wypiął klatę do przodu i napiął mięśnie. To samo zrobił Styles widząc mnie u boku blondynka.
Wyglądali jak dwa koguty szykujące się do walki.
Szmaragdowe oczy stały się ciemne. Jakby to nie był Harry, tylko jakiś demon.- Horan. Chłopie gdzie się chowałeś?- ton Harr'ego nie był zbyt przyjemny. Jakby kpił z Niall'a.
- Jak śmiesz tu przychodzić sukinsynu!- Niall poderwał się z miejsca.
Harry uśmiechnął się pod nosem. Celowo chciał wyprowadzić Horan'a z równowagi. Umiał świetnie manipulować ludźmi.
- Przyszedłem do Charlie.- jego wzrok skupił się na mnie.
- Znacie się?
Skinęłam głową.- No już zmykaj! Muszę pogadać z moją dziewczyną.- spojrzenie Harr'ego było władcze. Jakby próbował przejąć nade mną kontrolę. Uśmiechnął się do mnie, po czym puścił mi oczko.
- Dziewczyną?!- oczy Niall'a rozszerzyły się jeszcze bardziej.
- Ale..- chciałam się tego wyprzeć, ale Hazz natychmiast mi przerwał.
- Powiedziałem spieprzaj!
Niall spuścił wzrok i szybkim krokiem poszedł w stronę szpitala.
Chciałam za nim biec, ale najpierw wolałam pogadać z Harry'm. Nie mogłam mu tego odpuścić. To co zrobił było przesadą.
- Co z tobą nie tak?
- Złość piękności szkodzi.- powiedział spokojnie i usiadł na ławce obok mnie. Jego pewność siebie i brak poczucia winy doprowadzały mnie do szału.
- Nie mam ochoty na ciebie patrzeć i w ogóle z tobą rozmawiać. Przesadziłeś Styles.- pokręciłam głową i zaczęłam wracać do szpitala.
Zrozumiałam, że Harry zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze.
Nie był opiekuńczy tak jak myślałam wczoraj, kiedy mnie odwiedził. Okazał się zwykłym pozerem.
Może te ubrania, kosmetyki miały pełnić funkcję przynęty. Zwyczajnie chciał mnie przekupić.
Czułam się oszukana, jednak nie mogłam się teraz nad sobą użalać. Chciałam jak najszybciej znaleźć Niall'a, wyjaśnić mu wszystko.
Z każdą chwilą w mojej głowie pojawiało się coraz więcej pytań.
Skąd oni się znają? Czemu Harry tak postąpił? I czemu na swój widok byli gotowi rzucić się sobie do gardeł?
To wszystko robiło się zagmatwane.
* * *
- Więc nie jesteście razem? To było kłamstwo?
- Nigdy nie byłam i raczej nie chcę być w związku z Harry'm.- wzięłam od Niall'a chusteczkę.
Opowiedziałam mu wszystko. Od ucieczki z rąk szaleńca, do momentu, w którym Harry nazwał mnie swoją dziewczyną.
Poczułam ulgę, że nie trzymam tego w sobie. Było mi o wiele łatwiej rozmawiać z Niall'em. Opowiadając mu to poczułam, że mu ufam, choć nasza znajomość była bardzo krótka.- Wy chyba za bardzo się nie lubicie?- otarłam nos.
- Długo by opowiadać.- patrzył przed siebie, jakby wyobrażał sobie tą długą opowieść, to co kiedyś między nimi zaszło.- Proszę.- spojrzał na mnie.- Unikaj go. Tak będzie lepiej.- położył swoją dłoń na mojej.
- Czemu?
- Zrób to dla mnie. Wiem, że znamy się bardzo krótko, ale zrób to.
Chciałam zadawać więcej pytań i dowiedzieć się po co to wszystko, ale po prostu skinęłam głową na znak, że się zgadzam.
Wiedziałam, że kolejne dni nie będą łatwe.
- - - - - - - - - - - - - - -
A więc na początku muszę wam powiedzieć, że zostałam z ff sama.
Nie wszyscy to pewnie wiedzą, ale pisały to trzy osoby, a teraz jestem tylko ja.
Ciężko mi było się skupić, żeby cokolwiek napisać, poprawić i przepisać rozdziały, ale postaram się już nie robić takich długich przerw.
W przeprosiny jutro z samego rana opublikuję kolejny rozdział, w którym dowiemy się czegoś o Charlie i wyjdzie na jaw parę tajemnic.
Nie wiem jak będzie w przyszłym tygodniu, gdyż wyjeżdżam.
Może opublikuję 2 rozdziały do przodu?
Zobaczymy ;)
Proszę o zostawianie komentarzy z waszą opinią. To naprawdę motywuje :)
Przepraszam za długą nieobecność, wynagrodzę wam to x
- - - - - - - - - - - - - - -
Siedziałam z Niall'em na ławce, w ogródku przy szpitalu. Z samego rana przyszedł odwiedzić dziadka i przy okazji odwiedził mnie.
To było bardzo miłe z jego strony.
Przy nim zapominałam o największym zmartwieniu jakie mnie męczyło. Cieszyłam się chwilą spędzoną z Niall'em, zamiast wspominać wydarzenia tamtego dnia.
Co chwila zmienialiśmy temat. Dużo mi o sobie opowiadał.
Było mi trochę przykro, że ja nie mogę mu powiedzieć o sobie nic.
Niby wcale nie pytał, bo to ja ciągle męczyłam go pytaniami. Mogło się to wydać trochę nachalne, ale jemu to nie przeszkadzało.
Nie powiedziałam mu o tym co mnie spotkało.
Chociaż może wtedy wszystko byłoby łatwiejsze. Wiedziałby dlaczego nie mówię nic o sobie.
Wydawał się być inteligentnym chłopakiem, więc pewnie by zrozumiał. Sam jest człowiekiem po przejściach. Wie co to prawdziwe cierpienie. Jego rodzice spłonęli w pożarze kiedy miał 4 latka. Wtedy opiekę nad nim przejęli dziadkowie.
3 lata później zmarła jego babcia, a teraz jedyna bliska mu osoba jaka mu została jest w szpitalu.
Było mi go szkoda. Ale byłam mu też wdzięczna. Podzielił się ze mną swoją historią. Zaufał mi. Ja nie mogę mu nawet powiedzieć skąd jestem.
Niall opowiadał mi kolejną historię. Cały czas słuchałam go uważnie. Jego głos był tak melodyjny, że nawet gdyby przynudzał ludzie by go słuchali.
Nagle blondyn zacisnął szczękę i wlepił wzrok przed siebie.
Spojrzałam w tamtym kierunku i sama byłam w szoku.
Harry.
Niall zachowywał się inaczej niż zwykle. Wypiął klatę do przodu i napiął mięśnie. To samo zrobił Styles widząc mnie u boku blondynka.
Wyglądali jak dwa koguty szykujące się do walki.
Szmaragdowe oczy stały się ciemne. Jakby to nie był Harry, tylko jakiś demon.- Horan. Chłopie gdzie się chowałeś?- ton Harr'ego nie był zbyt przyjemny. Jakby kpił z Niall'a.
- Jak śmiesz tu przychodzić sukinsynu!- Niall poderwał się z miejsca.
Harry uśmiechnął się pod nosem. Celowo chciał wyprowadzić Horan'a z równowagi. Umiał świetnie manipulować ludźmi.
- Przyszedłem do Charlie.- jego wzrok skupił się na mnie.
- Znacie się?
Skinęłam głową.- No już zmykaj! Muszę pogadać z moją dziewczyną.- spojrzenie Harr'ego było władcze. Jakby próbował przejąć nade mną kontrolę. Uśmiechnął się do mnie, po czym puścił mi oczko.
- Dziewczyną?!- oczy Niall'a rozszerzyły się jeszcze bardziej.
- Ale..- chciałam się tego wyprzeć, ale Hazz natychmiast mi przerwał.
- Powiedziałem spieprzaj!
Niall spuścił wzrok i szybkim krokiem poszedł w stronę szpitala.
Chciałam za nim biec, ale najpierw wolałam pogadać z Harry'm. Nie mogłam mu tego odpuścić. To co zrobił było przesadą.
- Co z tobą nie tak?
- Złość piękności szkodzi.- powiedział spokojnie i usiadł na ławce obok mnie. Jego pewność siebie i brak poczucia winy doprowadzały mnie do szału.
- Nie mam ochoty na ciebie patrzeć i w ogóle z tobą rozmawiać. Przesadziłeś Styles.- pokręciłam głową i zaczęłam wracać do szpitala.
Zrozumiałam, że Harry zaczął pokazywać swoje prawdziwe oblicze.
Nie był opiekuńczy tak jak myślałam wczoraj, kiedy mnie odwiedził. Okazał się zwykłym pozerem.
Może te ubrania, kosmetyki miały pełnić funkcję przynęty. Zwyczajnie chciał mnie przekupić.
Czułam się oszukana, jednak nie mogłam się teraz nad sobą użalać. Chciałam jak najszybciej znaleźć Niall'a, wyjaśnić mu wszystko.
Z każdą chwilą w mojej głowie pojawiało się coraz więcej pytań.
Skąd oni się znają? Czemu Harry tak postąpił? I czemu na swój widok byli gotowi rzucić się sobie do gardeł?
To wszystko robiło się zagmatwane.
* * *
- Więc nie jesteście razem? To było kłamstwo?
- Nigdy nie byłam i raczej nie chcę być w związku z Harry'm.- wzięłam od Niall'a chusteczkę.
Opowiedziałam mu wszystko. Od ucieczki z rąk szaleńca, do momentu, w którym Harry nazwał mnie swoją dziewczyną.
Poczułam ulgę, że nie trzymam tego w sobie. Było mi o wiele łatwiej rozmawiać z Niall'em. Opowiadając mu to poczułam, że mu ufam, choć nasza znajomość była bardzo krótka.- Wy chyba za bardzo się nie lubicie?- otarłam nos.
- Długo by opowiadać.- patrzył przed siebie, jakby wyobrażał sobie tą długą opowieść, to co kiedyś między nimi zaszło.- Proszę.- spojrzał na mnie.- Unikaj go. Tak będzie lepiej.- położył swoją dłoń na mojej.
- Czemu?
- Zrób to dla mnie. Wiem, że znamy się bardzo krótko, ale zrób to.
Chciałam zadawać więcej pytań i dowiedzieć się po co to wszystko, ale po prostu skinęłam głową na znak, że się zgadzam.
Wiedziałam, że kolejne dni nie będą łatwe.
- - - - - - - - - - - - - - -
A więc na początku muszę wam powiedzieć, że zostałam z ff sama.
Nie wszyscy to pewnie wiedzą, ale pisały to trzy osoby, a teraz jestem tylko ja.
Ciężko mi było się skupić, żeby cokolwiek napisać, poprawić i przepisać rozdziały, ale postaram się już nie robić takich długich przerw.
W przeprosiny jutro z samego rana opublikuję kolejny rozdział, w którym dowiemy się czegoś o Charlie i wyjdzie na jaw parę tajemnic.
Nie wiem jak będzie w przyszłym tygodniu, gdyż wyjeżdżam.
Może opublikuję 2 rozdziały do przodu?
Zobaczymy ;)
Proszę o zostawianie komentarzy z waszą opinią. To naprawdę motywuje :)
ROZDZIAŁ TRZECI
Poczułam jak ktoś trzyma moją dłoń. Otworzyłam oczy i spojrzałam na zielonookiego chłopaka,który z szerokim uśmiechem wpatrywał się we mnie.
Szczerze, wcale się go tu nie spodziewałam. Myślałam,że nasze spotkanie,gdy byłam już w karetce,było ostatnim spotkaniem. Przetarłam oczy i głęboko westchnęłam,po czym przeniosłam wzrok na Harrego.
- Co ty tu robisz?
- Myślałem,że choć trochę się ucieszysz.- poprawił włosy.
- Nie o to pytałam.-uśmiechnęłam się pod nosem.
- Widzę,że szybko się uczysz.-razem z jego uśmiechem pojawiły się dwa dołeczki.-Kupiłem i przyniosłem ci kilka babskich rzeczy. Ubrania,kosmetyki i takie tam.
- Nie trzeba było. Jakoś bym sobie poradziła.-czułam się niezręcznie. I tak wystarczająco dużo dla mnie zrobił. Ocalił mi życie. Ja nie mogę zrobić dla niego absolutnie nic.
- Już to widzę.-zaśmiał się.- Kulejąca i naga ty, idzie miastem w poszukiwaniu pracy.
- Mało o mnie wiesz.- powiedziałam z oburzeniem.
- Ty sama nic o sobie nie wiesz.
Miał rację.
Na tę chwilę można powiedzieć,że dla siebie samej nie istnieję. Jestem bez osobowości.
Nie wiem co lubię,za jaką partią polityczną jestem,czy w ogóle interesuję się polityką.
Gdybym teraz miała się komuś przedstawić, co bym tej osobie powiedziała?
Hej,jestem Charlie i nie wiem jak mam na nazwisko? Uciekłam z rąk gwałciciela,zaprzyjaźnimy się?
Brzmiałoby to absurdalnie. Ludzie by ode mnie uciekali.
Jak na razie mogę polegać tylko na Harrym. Nie za bardzo przypada mi do gustu jego styl bycia,ale dzięki niemu żyję.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i Harry zaczął się zbierać.
O kulach,wolnym krokiem odprowadziłam go do wyjścia.
Zapewnił mnie,że regularnie będzie do mnie wpadał,ale jestem pewna,że znajdzie sobie lepsze zajęcie,niż zajmowanie się mną.
Pomachałam mu na pożegnanie i poszłam prosto do szpitalnej cafeterii. Hazz zostawił mi jakieś drobne na picie z automatu. Szpitalna kawa i herbata nie były zbyt dobre w smaku.
Wrzuciłam monety w odpowiednią przegródkę i czekałam aż automat wyda mi reszty oraz wyrzuci z siebie mój napój.- Cholera!- walnęłam ręką w metalowe pudło,które zżarło mi pieniądze.
- Pomogę.-tuż obok pojawił się niebieskooki młodzieniec. Walnął automat od tyłu, po czym wręczył mi zakupiony sok oraz resztę.
- Dzięki.- uśmiechnęłam się życzliwie.
- Nie ma problemu. Ten automat często się psuje.
Patrzyliśmy się na siebie bez słowa. Chłopak miał niesamowicie błękitne tęczówki. Nie mogłam oderwać od nich oczu.- Charlotte.- wyciągnęłam dłoń w jego stronę.
- Niall. - uścisnął moją rękę i uśmiechnął się przyjaźnie.
Usiedliśmy przy stoliku i tak po prostu zaczęliśmy rozmawiać.
Niall okazał się być bardzo inteligentnym i charyzmatycznym facetem.
Miał świetne poczucie humoru. Co chwila rozśmieszał mnie do łez.
Czułam jakbym znała go od dawna. Złapaliśmy świetny kontakt.
Okazało się,że Niall ma tu chorego dziadka i codziennie przychodzi,aby nie czuł się samotny.
Często gra na gitarze i śpiewa dla pacjentów szpitala w stołówce
Wydawał się być aniołem.
Nie mogłam uwierzyć,że mimo tego,że studiuje,gra wieczorami w knajpie,to jeszcze znajduje czas na opiekę nad dziadkiem.
- Jesteś naprawdę niesamowity!
- Nie przesadzajmy.- jego twarzy oblała się delikatnym rumieńcem,przez co wydawał się jeszcze bardziej uroczy.- Dziś wieczór śpiewam tutaj. Dziadek ma urodziny. Może wpadniesz?- zapytał z nadzieją.
- Oczywiście! Bardzo chętnie.
Zgodziłam się z 2 powodów.
Pierwszy,naprawdę chciałam go usłyszeć i zobaczyć jak występuje.
Drugi,musiałam się czymś zająć,żeby nie myśleć,o tym koszmarze,który przeżyłam.
Razem z Niall'em poszłam na stołówkę. Mimo że ból nogi się nasilił nie chciałam rezygnować.
Powoli kuśtykałam do krzesła i zajęłam miejsce najbliżej występującego Niall'a, obok jego dziadka.
Był bardzo miły i uśmiechnięty. Zarażał pozytywną energią.
Po chwili Niall stał na scenie i śpiewał dla dziadka.
Kiedy rozbrzmiało 'Happy Birthday' dołączyli się wszyscy. Ludzie powychodzili ze swoich pokoi, aby zobaczyć co się dzieje.
Mina jego dziadka była niesamowita. Na salę wjechał ogromny tort.
Byłam zdziwiona, że szpital się na to wszystko zgodził. Jednak świetnie się bawiłam. Cieszyłam się, że poznałam Niall'a. Mimo, że był to przypadek to bardzo się z tego cieszyłam. Z resztą całe nasze życie to przypadek. Czy planowałam,że ktoś mnie porwie? Czy planowałam, że poznam Harr'ego? Czy planowałam, że wyląduję w szpitalu?
Nie.
Życie człowieka jest przypadkiem. Przecież nie planujemy tego, że się urodzimy i trafimy do bogatej lub biednej rodziny.
Trzeba być gotowym na wszystko. Wtedy to zrozumiałam.
___________________________________________
Rozdział krótki i mało ciekawy, ale w kolejnym będzie się działo :)
Wybaczcie, że tak długo czekaliście.
Czekam na komentarze :)
Darka xx
Szczerze, wcale się go tu nie spodziewałam. Myślałam,że nasze spotkanie,gdy byłam już w karetce,było ostatnim spotkaniem. Przetarłam oczy i głęboko westchnęłam,po czym przeniosłam wzrok na Harrego.
- Co ty tu robisz?
- Myślałem,że choć trochę się ucieszysz.- poprawił włosy.
- Nie o to pytałam.-uśmiechnęłam się pod nosem.
- Widzę,że szybko się uczysz.-razem z jego uśmiechem pojawiły się dwa dołeczki.-Kupiłem i przyniosłem ci kilka babskich rzeczy. Ubrania,kosmetyki i takie tam.
- Nie trzeba było. Jakoś bym sobie poradziła.-czułam się niezręcznie. I tak wystarczająco dużo dla mnie zrobił. Ocalił mi życie. Ja nie mogę zrobić dla niego absolutnie nic.
- Już to widzę.-zaśmiał się.- Kulejąca i naga ty, idzie miastem w poszukiwaniu pracy.
- Mało o mnie wiesz.- powiedziałam z oburzeniem.
- Ty sama nic o sobie nie wiesz.
Miał rację.
Na tę chwilę można powiedzieć,że dla siebie samej nie istnieję. Jestem bez osobowości.
Nie wiem co lubię,za jaką partią polityczną jestem,czy w ogóle interesuję się polityką.
Gdybym teraz miała się komuś przedstawić, co bym tej osobie powiedziała?
Hej,jestem Charlie i nie wiem jak mam na nazwisko? Uciekłam z rąk gwałciciela,zaprzyjaźnimy się?
Brzmiałoby to absurdalnie. Ludzie by ode mnie uciekali.
Jak na razie mogę polegać tylko na Harrym. Nie za bardzo przypada mi do gustu jego styl bycia,ale dzięki niemu żyję.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i Harry zaczął się zbierać.
O kulach,wolnym krokiem odprowadziłam go do wyjścia.
Zapewnił mnie,że regularnie będzie do mnie wpadał,ale jestem pewna,że znajdzie sobie lepsze zajęcie,niż zajmowanie się mną.
Pomachałam mu na pożegnanie i poszłam prosto do szpitalnej cafeterii. Hazz zostawił mi jakieś drobne na picie z automatu. Szpitalna kawa i herbata nie były zbyt dobre w smaku.
Wrzuciłam monety w odpowiednią przegródkę i czekałam aż automat wyda mi reszty oraz wyrzuci z siebie mój napój.- Cholera!- walnęłam ręką w metalowe pudło,które zżarło mi pieniądze.
- Pomogę.-tuż obok pojawił się niebieskooki młodzieniec. Walnął automat od tyłu, po czym wręczył mi zakupiony sok oraz resztę.
- Dzięki.- uśmiechnęłam się życzliwie.
- Nie ma problemu. Ten automat często się psuje.
Patrzyliśmy się na siebie bez słowa. Chłopak miał niesamowicie błękitne tęczówki. Nie mogłam oderwać od nich oczu.- Charlotte.- wyciągnęłam dłoń w jego stronę.
- Niall. - uścisnął moją rękę i uśmiechnął się przyjaźnie.
Usiedliśmy przy stoliku i tak po prostu zaczęliśmy rozmawiać.
Niall okazał się być bardzo inteligentnym i charyzmatycznym facetem.
Miał świetne poczucie humoru. Co chwila rozśmieszał mnie do łez.
Czułam jakbym znała go od dawna. Złapaliśmy świetny kontakt.
Okazało się,że Niall ma tu chorego dziadka i codziennie przychodzi,aby nie czuł się samotny.
Często gra na gitarze i śpiewa dla pacjentów szpitala w stołówce
Wydawał się być aniołem.
Nie mogłam uwierzyć,że mimo tego,że studiuje,gra wieczorami w knajpie,to jeszcze znajduje czas na opiekę nad dziadkiem.
- Jesteś naprawdę niesamowity!
- Nie przesadzajmy.- jego twarzy oblała się delikatnym rumieńcem,przez co wydawał się jeszcze bardziej uroczy.- Dziś wieczór śpiewam tutaj. Dziadek ma urodziny. Może wpadniesz?- zapytał z nadzieją.
- Oczywiście! Bardzo chętnie.
Zgodziłam się z 2 powodów.
Pierwszy,naprawdę chciałam go usłyszeć i zobaczyć jak występuje.
Drugi,musiałam się czymś zająć,żeby nie myśleć,o tym koszmarze,który przeżyłam.
Razem z Niall'em poszłam na stołówkę. Mimo że ból nogi się nasilił nie chciałam rezygnować.
Powoli kuśtykałam do krzesła i zajęłam miejsce najbliżej występującego Niall'a, obok jego dziadka.
Był bardzo miły i uśmiechnięty. Zarażał pozytywną energią.
Po chwili Niall stał na scenie i śpiewał dla dziadka.
Kiedy rozbrzmiało 'Happy Birthday' dołączyli się wszyscy. Ludzie powychodzili ze swoich pokoi, aby zobaczyć co się dzieje.
Mina jego dziadka była niesamowita. Na salę wjechał ogromny tort.
Byłam zdziwiona, że szpital się na to wszystko zgodził. Jednak świetnie się bawiłam. Cieszyłam się, że poznałam Niall'a. Mimo, że był to przypadek to bardzo się z tego cieszyłam. Z resztą całe nasze życie to przypadek. Czy planowałam,że ktoś mnie porwie? Czy planowałam, że poznam Harr'ego? Czy planowałam, że wyląduję w szpitalu?
Nie.
Życie człowieka jest przypadkiem. Przecież nie planujemy tego, że się urodzimy i trafimy do bogatej lub biednej rodziny.
Trzeba być gotowym na wszystko. Wtedy to zrozumiałam.
___________________________________________
Rozdział krótki i mało ciekawy, ale w kolejnym będzie się działo :)
Wybaczcie, że tak długo czekaliście.
Czekam na komentarze :)
Darka xx
ROZDZIAŁ DRUGI
Poczułam jak czyjaś dłoń delikatnie otacza moją talie,a następnie zdejmuje z mojej głowy worek.
Mocne uderzenie światła sprawiło,że poczułam jakby ktoś przywalił mi młotkiem w głowę.
Obraz był rozmazany. Nie widziałam zbyt wiele.
- Czy słyszy mnie pani?- usłyszałam przytulny,męski głos.
Nie mówiłam nic.
Rozejrzałam się dokoła. Widziałam stojący tuż przede mną samochód.
Widziałam drzewa,które otaczały nas z dwóch stron jezdni.
Leżałam na drodze i próbowałam wrócić do rzeczywistości. Mężczyzna stał się wyraźniejszy. Miał burzę loków i długi,ciemny płaszcz. Jego szmaragdowe oczy przyglądały mi się z wielką uwagą.
Przez chwilę zastanawiałam się czy jest prawdziwy.
Złapałam jego dłoń i mocno ścisnęłam.
- Uratuj mnie.-wyszeptałam.
Chłopak podniósł mnie do góry,po czym wsadził do samochodu.
Ułożył mnie na tylnych siedzeniach.
- Twoja noga nie wygląda dobrze.-rzekł zmartwiony.
Cieszyłam się,że napotkałam go na swojej drodze,a raczej on napotkał mnie.
* * *
Dojechaliśmy do jakiegoś budynku. Mój bohater okrył mnie kocem i wyciągnął z wnętrza samochodu.
Wszedł do budynku niosąc mnie na rękach. Otworzył łokciem drzwi,po czym weszliśmy do środka.
Byłam pewna,że zawiezie mnie do szpitala,zadzwoni na policję. Nie sądziłam,że zabierze mnie do własnego mieszkania.
- Ranę powinien zobaczyć lekarz.
Geniusz.
Jak na razie rana była zaciśnięta jakąś szmatką,którą chłopak znalazł w samochodzie.
Kiedy powoli doszłam do siebie czułam się lekko skrępowana będąc przy nim w podartej i brudnej bieliźnie.
Moje nogi wyglądały potwornie. Całe w krwi oraz brudne od ziemi. Ogólnie moje całe ciało tak wyglądało. Wszędzie rany i siniaki.
- Jestem Harry Styles.-chłopak podał mi szklankę wody,a ja natychmiast ją wypiłam.- A ty?
Czy on naprawdę jest takim idiotą? Czemu zachowuje taki spokój?
Czemu nie zadzwoni po lekarza?
- Chcę jechać do szpitala.
- Nie o to pytałem.-rzekł stanowczo.
- Zawieź mnie do szpitala. Teraz.
Harry pokręcił głową,po czym powędrował do kuchni.
Na samym początku wydawał się być bystry,a teraz?
Jakiś tępy idiota.
-Charlotte.-powiedziałam delikatnie.
Pomyślałam,że kiedy będę z nim współpracować,zrobi to o co go proszę.-Tak do mnie mówił.-mówiłam cicho.
- Kto?-chłopak wrócił do salonu.
- Ten,który doprowadził mnie do takiego stanu.-spuściłam wzrok. Stał nie wzruszony i co chwila na mnie zerkał. Zaczęłam się zastanawiać czy ja mam do czynienia z 10-letnim chłopcem w ciele 20-letniego mężczyzny.- Mógłbyś chociaż zadzwonić po lekarza?
- Mógłbym.
- Więc zrób to!-wrzasnęłam.
- Wszystko w swoim czasie.-rzekł pełen spokoju i opanowania.
Wzięłam głęboki wdech. Myślałam,że go zaraz rozszarpie.
Spostrzegłam,że na fotelu obok kanapy leży jego płaszcz.Musiał mieć tam schowany telefon.
Zaczekałam na odpowiedni moment i podsunęłam się bliżej fotela. Włożyłam rękę do kieszeni płaszcza,po czym wymacałam w niej telefon.
Sprawdziłam czy Harry nadal jest z łazience i wybiłam odpowiedni numer.
-Halo?-usłyszałam starszą panią po drugiej stronie łącza.
-Dzień dobry. Potrzebuję karetki i policji. Natychmiast.-szeptałam do telefonu.
-Co się stało i gdzie mam wysłać służby?
-Eh. Ja nie wiem za bardzo gdzie jestem.-rozejrzałam się po mieszkaniu.
-W takim razie spróbuję panią namierzyć poprzez pani komórkę.
-Proszę się pospieszyć.-mówiłam zniecierpliwiona.
-Wysyłam służby.
-Dziękuję!-piszczałam ze szczęścia.
Cieszyłam się,że nie będę musiała siedzieć u tego chyba nierozumnego chłopaczka. Szybko odłożyłam telefon do płaszcza Harrego. Ułożyłam się wygodnie na kanapie i czekałam na przyjazd karetki.
Do salonu wrócił Harry.
Stał przy drzwiach i patrzył na mnie takim wzrokiem,że cała się zaczerwieniłam. On wiedział. Wiedział,że zadzwoniłam.-Musiałam to zrobić.-powiedziałam dokładnie okrywając się kocem.
Ale on nadal siedział cicho.
Cisza stawała się coraz bardziej niezręczna. Harry patrzył przez okno,jakby kogoś wypatrywał.
Zapewne karetki. Nie wiedziałam co chce zrobić.
-Chciałem ci pomóc. Chciałem poznać twoją historie. Musze sobie to wszystko ułożyć.-przeniósł wzrok na mnie.- Nie codziennie znajduje się na ulicy prawie martwą dziewczynę.- rzekł, po czym tak po prostu wyszedł.
Odczekałam chwilę,a następnie ostrożnie wstając podeszłam do okna. Delikatnie się wychyliłam,aby zobaczyć czy Harry jest na dole.
Przed budynkiem stał ambulans i radiowóz. Natychmiast dostrzegłam Harrego,który rozmawiał z policjantem.
Po krótkiej chwili dwóch lekarzy,razem z Harrym weszli do bloku.
Szybko wróciłam na kanapę. Nie musiałam długo czekać,aby wolontariusze pojawili się w mieszkaniu.
Zaczęli oglądać wszystkie rany. Najbardziej skupili się na przebitej nodze.
Długo ją opatrywali,konsultowali się między sobą. Harry przyglądał się wszystkiemu z boku.
- Dobrze. Zabierzemy panią do szpitala. Imię i nazwisko?-zapytał jeden z lekarzy.
Spojrzałam na nich lekko zakłopotana.
- Charlotte.- powiedziałam cicho.
- Nazwisko?- mężczyzna czekał na konkretną odpowiedź z mojej strony.
Zamiast tego odpowiedziała mu cisza.
Popatrzył na Harrego pytającym wzrokiem.- Ona nic nie pamięta. Już panom mówiłem.
Mężczyźni spojrzeli na siebie.
W takiej sytuacji nie mieli jak poinformować kogokolwiek z mojej rodziny.
O ile takową miałam.
- Coś wymyślimy.- mężczyzna uśmiechnął się życzliwie,po czym ułożył mnie na noszach.
Zostałam zniesiona na dół do karetki.
Harry cały czas był obok,ale do pojazdu już nie wsiadł.
Za nim drzwi ambulansu się zamknęły rzuciłam mu ciepłe spojrzenie i wyszeptałam krótkie
- Dziękuję.
*PRZESŁUCHANIE CHARLIE*
Do karetki wszedł policjant. Wiedziałam co mnie teraz czeka.
- Czy ma Pani podejrzenia kto mógł być sprawcą tych zdarzeń?
- Było ciemno. Nic nie pamiętam.-mówiłam roztrzęsiona.
- Mogłaby Pani nam wskazać miejsce,w którym napotkał Panią.-mężczyzna spojrzał w notatki.- Harry Styles? Albo miejsce,gdzie była Pani trzymana?
- Pan sobie żartuje?-uniosłam się lekko.- Miałam na głowie worek!Biegłam na oślep. Jego o to pytajcie.-wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Poniosło mnie.
Wzięłam głęboki wdech.- To był jakiś las. Niedaleko wody. W powietrzu idealnie czuć było wilgoć. Musiał tam być porywisty strumień. Tak. Słyszałam jak woda szybko płynie.- przypominałam sobie wszystkie przelotne dźwięki,jakie słyszałam podczas ucieczki.- To być może był drewniany domek. Zapach drewna był bardzo intensywny. Może jakaś szopa. Las liściasty.-wspomnieniami wróciłam do momentu kiedy byłam już na zewnątrz i mogłam uciekać.- A później droga. Była otoczona drzewami z dwóch stron.- przed oczami miałam moment,gdy Harry zdjął worek z mojej głowy.
Wpatrywałam się w swoje pokaleczone dłonie.
- To wszystko?- policjant zamknął notes.
- Tak.-wyszeptałam.- Znajdźcie go.-dodałam.
Pragnęłam,by ten drań cierpiał tak jak ja,a nawet bardziej.
Jeśli oni go nie złapią,poszukam go na własną rękę.
* * *
Obsługa szpitala była bardzo miła. Wszyscy życzliwie się uśmiechali.
Przyjemnie było patrzeć na te wszystkie uśmiechnięte twarze. Chociaż przez chwilę mogłam zapomnieć o tym koszmarze,który przeżyłam kilka godzin temu.
Kto wie co by ze mną było,gdyby nie Harry?
Byłam mu wdzięczna.
Mimo tego niezrozumiałego dla mnie zachowania u niego w domu,przedtem uratował mi życie. A to dług, którego nigdy nie da się do końca spłacić.
Nawet gdyby miało się miliony na koncie. Życie jest o wiele bardziej cenniejsze niż się wszystkim wydaje.
________________________________
Co myślicie?
Czekam na wasze opinie i wrażenia.
Darka x
Mocne uderzenie światła sprawiło,że poczułam jakby ktoś przywalił mi młotkiem w głowę.
Obraz był rozmazany. Nie widziałam zbyt wiele.
- Czy słyszy mnie pani?- usłyszałam przytulny,męski głos.
Nie mówiłam nic.
Rozejrzałam się dokoła. Widziałam stojący tuż przede mną samochód.
Widziałam drzewa,które otaczały nas z dwóch stron jezdni.
Leżałam na drodze i próbowałam wrócić do rzeczywistości. Mężczyzna stał się wyraźniejszy. Miał burzę loków i długi,ciemny płaszcz. Jego szmaragdowe oczy przyglądały mi się z wielką uwagą.
Przez chwilę zastanawiałam się czy jest prawdziwy.
Złapałam jego dłoń i mocno ścisnęłam.
- Uratuj mnie.-wyszeptałam.
Chłopak podniósł mnie do góry,po czym wsadził do samochodu.
Ułożył mnie na tylnych siedzeniach.
- Twoja noga nie wygląda dobrze.-rzekł zmartwiony.
Cieszyłam się,że napotkałam go na swojej drodze,a raczej on napotkał mnie.
* * *
Dojechaliśmy do jakiegoś budynku. Mój bohater okrył mnie kocem i wyciągnął z wnętrza samochodu.
Wszedł do budynku niosąc mnie na rękach. Otworzył łokciem drzwi,po czym weszliśmy do środka.
Byłam pewna,że zawiezie mnie do szpitala,zadzwoni na policję. Nie sądziłam,że zabierze mnie do własnego mieszkania.
- Ranę powinien zobaczyć lekarz.
Geniusz.
Jak na razie rana była zaciśnięta jakąś szmatką,którą chłopak znalazł w samochodzie.
Kiedy powoli doszłam do siebie czułam się lekko skrępowana będąc przy nim w podartej i brudnej bieliźnie.
Moje nogi wyglądały potwornie. Całe w krwi oraz brudne od ziemi. Ogólnie moje całe ciało tak wyglądało. Wszędzie rany i siniaki.
- Jestem Harry Styles.-chłopak podał mi szklankę wody,a ja natychmiast ją wypiłam.- A ty?
Czy on naprawdę jest takim idiotą? Czemu zachowuje taki spokój?
Czemu nie zadzwoni po lekarza?
- Chcę jechać do szpitala.
- Nie o to pytałem.-rzekł stanowczo.
- Zawieź mnie do szpitala. Teraz.
Harry pokręcił głową,po czym powędrował do kuchni.
Na samym początku wydawał się być bystry,a teraz?
Jakiś tępy idiota.
-Charlotte.-powiedziałam delikatnie.
Pomyślałam,że kiedy będę z nim współpracować,zrobi to o co go proszę.-Tak do mnie mówił.-mówiłam cicho.
- Kto?-chłopak wrócił do salonu.
- Ten,który doprowadził mnie do takiego stanu.-spuściłam wzrok. Stał nie wzruszony i co chwila na mnie zerkał. Zaczęłam się zastanawiać czy ja mam do czynienia z 10-letnim chłopcem w ciele 20-letniego mężczyzny.- Mógłbyś chociaż zadzwonić po lekarza?
- Mógłbym.
- Więc zrób to!-wrzasnęłam.
- Wszystko w swoim czasie.-rzekł pełen spokoju i opanowania.
Wzięłam głęboki wdech. Myślałam,że go zaraz rozszarpie.
Spostrzegłam,że na fotelu obok kanapy leży jego płaszcz.Musiał mieć tam schowany telefon.
Zaczekałam na odpowiedni moment i podsunęłam się bliżej fotela. Włożyłam rękę do kieszeni płaszcza,po czym wymacałam w niej telefon.
Sprawdziłam czy Harry nadal jest z łazience i wybiłam odpowiedni numer.
-Halo?-usłyszałam starszą panią po drugiej stronie łącza.
-Dzień dobry. Potrzebuję karetki i policji. Natychmiast.-szeptałam do telefonu.
-Co się stało i gdzie mam wysłać służby?
-Eh. Ja nie wiem za bardzo gdzie jestem.-rozejrzałam się po mieszkaniu.
-W takim razie spróbuję panią namierzyć poprzez pani komórkę.
-Proszę się pospieszyć.-mówiłam zniecierpliwiona.
-Wysyłam służby.
-Dziękuję!-piszczałam ze szczęścia.
Cieszyłam się,że nie będę musiała siedzieć u tego chyba nierozumnego chłopaczka. Szybko odłożyłam telefon do płaszcza Harrego. Ułożyłam się wygodnie na kanapie i czekałam na przyjazd karetki.
Do salonu wrócił Harry.
Stał przy drzwiach i patrzył na mnie takim wzrokiem,że cała się zaczerwieniłam. On wiedział. Wiedział,że zadzwoniłam.-Musiałam to zrobić.-powiedziałam dokładnie okrywając się kocem.
Ale on nadal siedział cicho.
Cisza stawała się coraz bardziej niezręczna. Harry patrzył przez okno,jakby kogoś wypatrywał.
Zapewne karetki. Nie wiedziałam co chce zrobić.
-Chciałem ci pomóc. Chciałem poznać twoją historie. Musze sobie to wszystko ułożyć.-przeniósł wzrok na mnie.- Nie codziennie znajduje się na ulicy prawie martwą dziewczynę.- rzekł, po czym tak po prostu wyszedł.
Odczekałam chwilę,a następnie ostrożnie wstając podeszłam do okna. Delikatnie się wychyliłam,aby zobaczyć czy Harry jest na dole.
Przed budynkiem stał ambulans i radiowóz. Natychmiast dostrzegłam Harrego,który rozmawiał z policjantem.
Po krótkiej chwili dwóch lekarzy,razem z Harrym weszli do bloku.
Szybko wróciłam na kanapę. Nie musiałam długo czekać,aby wolontariusze pojawili się w mieszkaniu.
Zaczęli oglądać wszystkie rany. Najbardziej skupili się na przebitej nodze.
Długo ją opatrywali,konsultowali się między sobą. Harry przyglądał się wszystkiemu z boku.
- Dobrze. Zabierzemy panią do szpitala. Imię i nazwisko?-zapytał jeden z lekarzy.
Spojrzałam na nich lekko zakłopotana.
- Charlotte.- powiedziałam cicho.
- Nazwisko?- mężczyzna czekał na konkretną odpowiedź z mojej strony.
Zamiast tego odpowiedziała mu cisza.
Popatrzył na Harrego pytającym wzrokiem.- Ona nic nie pamięta. Już panom mówiłem.
Mężczyźni spojrzeli na siebie.
W takiej sytuacji nie mieli jak poinformować kogokolwiek z mojej rodziny.
O ile takową miałam.
- Coś wymyślimy.- mężczyzna uśmiechnął się życzliwie,po czym ułożył mnie na noszach.
Zostałam zniesiona na dół do karetki.
Harry cały czas był obok,ale do pojazdu już nie wsiadł.
Za nim drzwi ambulansu się zamknęły rzuciłam mu ciepłe spojrzenie i wyszeptałam krótkie
- Dziękuję.
*PRZESŁUCHANIE CHARLIE*
Do karetki wszedł policjant. Wiedziałam co mnie teraz czeka.
- Czy ma Pani podejrzenia kto mógł być sprawcą tych zdarzeń?
- Było ciemno. Nic nie pamiętam.-mówiłam roztrzęsiona.
- Mogłaby Pani nam wskazać miejsce,w którym napotkał Panią.-mężczyzna spojrzał w notatki.- Harry Styles? Albo miejsce,gdzie była Pani trzymana?
- Pan sobie żartuje?-uniosłam się lekko.- Miałam na głowie worek!Biegłam na oślep. Jego o to pytajcie.-wszystkie oczy zwróciły się na mnie. Poniosło mnie.
Wzięłam głęboki wdech.- To był jakiś las. Niedaleko wody. W powietrzu idealnie czuć było wilgoć. Musiał tam być porywisty strumień. Tak. Słyszałam jak woda szybko płynie.- przypominałam sobie wszystkie przelotne dźwięki,jakie słyszałam podczas ucieczki.- To być może był drewniany domek. Zapach drewna był bardzo intensywny. Może jakaś szopa. Las liściasty.-wspomnieniami wróciłam do momentu kiedy byłam już na zewnątrz i mogłam uciekać.- A później droga. Była otoczona drzewami z dwóch stron.- przed oczami miałam moment,gdy Harry zdjął worek z mojej głowy.
Wpatrywałam się w swoje pokaleczone dłonie.
- To wszystko?- policjant zamknął notes.
- Tak.-wyszeptałam.- Znajdźcie go.-dodałam.
Pragnęłam,by ten drań cierpiał tak jak ja,a nawet bardziej.
Jeśli oni go nie złapią,poszukam go na własną rękę.
* * *
Obsługa szpitala była bardzo miła. Wszyscy życzliwie się uśmiechali.
Przyjemnie było patrzeć na te wszystkie uśmiechnięte twarze. Chociaż przez chwilę mogłam zapomnieć o tym koszmarze,który przeżyłam kilka godzin temu.
Kto wie co by ze mną było,gdyby nie Harry?
Byłam mu wdzięczna.
Mimo tego niezrozumiałego dla mnie zachowania u niego w domu,przedtem uratował mi życie. A to dług, którego nigdy nie da się do końca spłacić.
Nawet gdyby miało się miliony na koncie. Życie jest o wiele bardziej cenniejsze niż się wszystkim wydaje.
________________________________
Co myślicie?
Czekam na wasze opinie i wrażenia.
Darka x
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Otwieram oczy.Od razu czuję potworny ból,który ogarnia całe moje ciało.Największy ucisk czuję na nadgarstkach i kostkach. Są związane,a usta zaklejone taśmą. Nie wiem gdzie jestem. W pomieszczeniu,w którym się znajduję panuje całkowita ciemność.
Strach paraliżuje całe moje ciało. Łzy napływają do oczu,serce wali jak szalone,a oddech staje się coraz bardziej niespokojny. Staram się usłyszeć jakikolwiek dźwięk,który dałby mi jakąś wskazówkę. Gdzie jestem,czy jestem sama.
Cisza.
Zaciskam wargi i próbuję się uspokoić.Muszę myśleć trzeźwo. Staram się przypomnieć sobie jak się tu znalazłam i co się wcześniej stało.
W głębi duszy mam nadzieję,że to tylko zły sen,ale ta nadzieja szybko mija.W snach nie czuje się prawdziwego cierpienia,jakie czuje teraz. Nie ważne jak sen jest straszny, zawsze czujesz bezpieczeństwo,bo wiesz,że to tylko sen. Rano budzisz się i wracasz do nieco mniej strasznej,ponurej rzeczywistości.
Ja nie czułam tego bezpieczeństwa wcale. Nie wiedziałam czy osoba,która mnie tu trzyma jest tutaj, czy może zostawiła mnie na pastwę losu.
Wiem na pewno,że nie ma dobrych zamiarów.
* * *
Suchość w gardle sprawia,że czuję się jeszcze gorzej. Nie mogę stwierdzić ile czasu już tu jestem,od momentu kiedy otworzyłam oczy. Przecież mogłam tu być już kilka dni.
Nie mam sił,żeby nawet próbować coś zrobić. Jakoś się stąd wydostać. Kiedy starałam się odpocząć i choć na chwilę zapomnieć o tym w jak cholernie beznadziejnej sytuacji jestem,drzwi zaskrzypiały.
Przełknęłam ślinę i próbowałam zachować spokój.
Drzwi otworzyły się.
Siedzę do nich tyłem,więc widzę tylko cień padający na ścianę przede mną. W wejściu pojawia się wysoka sylwetka mężczyzny. Powolnym krokiem idzie w moją stronę.
Miotam się na wszystkie strony,chociaż wiem,że nic mi to nie da.
Kiedy mężczyzna jest już przy mnie,nieruchomieje.
Odwracam twarz w drugą stronę,aby na niego nie patrzeć. W tej ciemności i tak było ciężko cokolwiek dostrzec.
On nachyla się nad moim uchem. Czuję i słyszę wyraźnie jego oddech.
- Spokojnie maleńka Charlotte.-szepcze,a po moim kręgosłupie przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Zamykam oczy próbując zatrzymać w sobie łzy,ale one mimowolnie spływają po moich policzkach.- Nie płacz kochanie.- mężczyzna ociera kciukiem mokre ślady. Na sam jego dotyk moje ciało się napina.- Nie pozwolę by ktoś cię skrzywdził.-mówi swoim ochrypłym,pełnym spokoju głosem.
Jego ręka zaczyna gładzić moje udo. Teraz dopiero czuję,że mam na sobie tylko bieliznę.
Znów zaczęłam płakać. Mężczyzna zaczyna głaskać mnie po głowie,jakbym była małym dzieckiem.- Dam ci minutę.-zjeżdża dłonią w dół moich kostek,po czym rozrywa taśmę.- Tylko minutę.- powtarza.
Na moją głowę zakłada jakiś materiał. Podnosi mnie i zaczyna gdzieś nieść.
Idealnie słyszę rytm bicia jego serca. Jest spokojny,w porównaniu do mojego.
Jestem w szoku i to nie małym. Choćbym nie wiem jak starała się zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi,po prostu nie potrafię.
Jestem niesiona przez jakiegoś szaleńca,Bóg wie gdzie.
Na co do cholery mam jakąś minutę?
Nagle moje nogi dotykają ziemi. Czuję liście. Mnóstwo liści, które łaskoczą moje stopy. Ledwo trzymam równowagę,ale on cały czas mnie podtrzymuje.
Cała drżę z zimna.
Nie wiem co teraz się stanie. Może mnie zabije? Może zostawi samą sobie?
Byłam gotowa na wszystko. Oprócz jednej rzeczy,którą właśnie zrobił.
- Nie zdejmuj worka pod żadnym pozorem. Inaczej nie będziesz miała nawet dziesięciu sekund.-mówi stanowczo.- Jeśli ci się uda,będziesz wolna. Jeśli nie.. będziesz moja. Już na zawsze.-zacisnął dłoń na moich rozwiązanych już nadgarstkach. Przysiadłam z bólu,ale on natychmiast podciągnął mnie do góry.-Teraz biegnij Charlotte.-popchnął mnie do przodu.Upadłam.
Nie mogłam pojąć o co mu chodzi. Jaka minuta,czemu mam biec. Szok był tak duży,że nie rozumiałam kompletnie nic z tego co powiedział.
Kiedy po chwili doszłam do siebie,podniosłam się i zaczęłam biec jak najszybciej umiałam. Nie wierzyłam w to,że dał mi szansę na ucieczkę. Może dlatego,że w tym worku na głowie i z problemem utrzymania równowagi daleko nie pobiegnę?
Co chwila się przewracałam,wpadałam na drzewa. Byłam cała poturbowana.
Nie wiedziałam czy ten drań jest tuż za mną,czy jakimś cudem udało mi się uciec. Zdawałoby się,że on chyba nawet nie próbuje mnie gonić.
W pewnej chwili w nogę wbiła mi się gałąź. Ponownie upadłam na ziemię. Ból był tak potworny,że nie mogłam się podnieść. Zaczęłam się czołgać.
Myślałam: To już koniec. Zraz mnie znajdzie. Dalej nie dam rady.
Resztkami sił podniosłam się. Kulałam,ale próbowałam iść dalej. Byłam całkiem wycieńczona.
Co chwila myślałam sobie,że on idzie za mną,patrzy jak cierpię i tylko czeka na moją śmierć.
Chciałam zdjąć ten worek,ale strach,że ten szaleniec mnie obserwuje był zbyt duży. Nie miałam tyle odwagi.
W pewnej chwili zamiast liści poczułam chłodny i wilgotny asfalt.
Ulica.
Chciałam machać rękoma i krzyczeć,ale zamiast tego opadłam na jezdnię.
Nie miałam już siły,aby próbować się podnieść. Żeby walczyć dalej.
Słyszałam nadjeżdżający samochód. Czułam jak droga pode mną drży.
Modliłam się,żeby to nie był on.
Chciałam żyć.
To była jedyna rzecz jakiej pragnęłam w tej okropnej chwili.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
A oto i rozdział pierwszy!
Jak wrażenia?
Czekam na wasze opinie i komentarze.
Zadawajcie pytania,piszcie co myślicie i czego spodziewacie się dalej.
:)
WSTĘP
Czasem człowiek nie wie co powiedzieć. Zamyka się w sobie. Nie pozwala,aby jego uczucia wydostały się na zewnątrz. Próbuje bronić siebie samego przed całym złem świata. Stara się chronić swoje serce,aby nigdy nie było zranione,nigdy nie było czyjąś zabawką.
Oddala się od wszystkich. Chce być sam,bo wtedy czuje się bezpiecznie. Robi to wszystko,bo ma powód,którego nikt nie zna.
Samotność staje się codziennością. Człowiek nie wie co to miłość,zaufanie,nienawiść..
Czuje się z tym dobrze. Jest zadowolony,że osiągnął swój cel. Ocalił siebie.
To wszystko wydaje się takie wspaniałe aż do pewnego momentu. Zaczyna czuć pustkę. Uświadamia sobie,że to szczęście,ta satysfakcja i poczucie bezpieczeństwa było tylko złudzeniem. Maską,za którą kryły się wszystkie szczere uczucia.
Wtedy taka osoba zaczyna szukać wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji.
PIERWSZY ROZDZIAŁ JUŻ 1 LIPCA.
ZAPRASZAM.
Subskrybuj:
Posty (Atom)